11 listopada

Wieśniara wita :)


Bo ja to jeszcze młoda jestem. 
Na dodatek z wiochy pochodzę. 
Co ja tam wiem o ludziach i świecie. 
Nie mam zbyt wielu doświadczeń  
Właściwie zero praktyki w czymkolwiek. 
Garstka przyjaciół. 
Kilka podróży. 
Spokojne życie z najbliższymi. 
Przeciętna wiedza i zdolności. 
Nic naprawdę szalonego na koncie. 

Zupełnie zwyczajne dziewczę. Nadal nie całkiem przygotowane do dorosłości i samodzielności, bo nigdy nie miało okazji się sprawdzić, załatwić coś na własną rękę. Nie piszę tego, bo mam doła. Właściwie to przeciwnie, mam teraz bardzo dobry czas. Dlaczego więc piszę takie rzeczy? Bo to PRAWDA. Na ten moment nie mogę pochwalić się żadnymi szczególnymi osiągnięciami czy wiedzą, nie poprę swoich poglądów konkretnymi doświadczeniami i przykładami. A najlepsze jest to, że absolutnie się tym nie przejmuję. Bo nie mówi to NIC A NIC o mnie. Ja dopiero uczę się żyć. 

Istnieją zapewne ludzie, którzy w moim wieku znajdują się na wyższym szczeblu świadomości, wynaleźli coś, posiedli niesamowitą ilość wiedzy, przeżyli tysiące przygód, byli na dziesiątkach imprez, zwiedzili pół świata, mają wszędzie znajomych, są mistrzami w swojej dziedzinie, sami już na siebie zarabiają… I cudownie. Życzę im wszystkiego dobrego, jak najszczerzej! Tyle że oni to oni i to było im pisane. Nie porównując się, nie ścigając, stwierdzam, że JA TO JA. Rozwijam się w swoim tempie, w zgodzie z własnymi możliwościami. Mam swoje cele, marzenia, słabości, z którymi codziennie się mierzę. Wiem, co chcę osiągnąć i będę do tego dążyć. Zrobię to we własnym rytmie. Pewnie będą lepsi i szybsi ode mnie. Okej, niech tak będzie. Pomimo tego, nie wstydzę się żadnych swoich braków, niedoświadczenia, niedoinformowania, (jeszcze nie-)popełnionych błędów. W tym momencie jestem taka, jaka jestem. Nie muszę być idealna, najlepsza, najmądrzejsza, najbardziej przebojowa i pomysłowa i samodzielna i zabawna. Nie ma się czego wstydzić, czego bać, czego żałować. Ponieważ MAM W SOBIE MIŁOŚĆ, którą codziennie pielęgnuję. Czasem, a nawet często, walczę z chwastami w mojej Duszy. Bywa, że przez jakiś czas pada we mnie deszcz i wszystko gnije. Albo jest za sucho i chociaż widzę studnię,  nie mam siły do niej podejść. Jednakże – jestem cierpliwa. I uparta. Ciągle przy niej czuwam. To jest Wszechmiłość. Jeszcze niewyrośnięta, ale z dnia na dzień dojrzewa. Tylko ona mnie definiuje. Mogłam w przeszłości żyć lepiej, pełniej, wykorzystać więcej okazji, to prawda. Teraz również zapewne mogłabym robić więcej, wyżej, mocniej, dalej. To prawda. Ale wiecie, co jest najważniejsze? Niezależnie od tego, co czynimy i jacy jesteśmy – to Ona. I mocno wierzę, że kiedyś zaproszę ją do swojego życia na stałe, dążę do tego każdego dnia. Myślę, że to się właśnie liczy. Bo czym jest całe bogactwo i wiedza i przyjemności i wspomnienia… bez Miłości? Żałosne szkielety, kości bez ducha. Dlatego właśnie cieszę się, że jestem jaka jestem, bo dzięki temu wszystkiemu, co mi się przytrafiło i NIE przytrafiło… właśnie dzięki temu odkryłam Miłość. I nie zamieniłabym tego. Za nic. Bo gdybym Miłości nie miała, byłabym niczym (w zupełnie niereligijnym kontekście)…


… takie oto myśli nachodzą mnie Jesieniami… szczerze mówiąc, zupełnie nie wiedziałam, że powstanie taki dziki elaborat. To chyba natchnienie.


Wieśniara

1 komentarz:

  1. Bycie WIEŚNIARĄ we współczesnym, sztucznym i plastikowym świecie to BŁOGOSŁAWIEŃSTWO.
    Dorastanie na wsi, w otoczeniu przyrody daje inne spojrzenie na świat.
    MIAŁAŚ SZCZĘŚCIE!!!!!!

    OdpowiedzUsuń

TOP