26 grudnia

BĄDŹ WDZIĘCZNY



Święta. Przyszły. Nadal jeszcze trwają, ale już ledwo, ledwo... Mijają za szybko, jak zwykle. Nieśmiertelne "święta, święta - i po świętach". Tyle przygotowań, tyle oczekiwania - dla tych kilku chwil, trzech dni zaledwie. Można nawet nie zauważyć. Pierogi zjedzone, kolędy zaśpiewane, rodzina objechana... I jeszcze tylko lampki świecą, przypominając nam o tym, że są... że były święta. Ale, wiecie co? Tak sobie myślę... Że, chociaż to najbardziej wyjątkowy i magiczny czas, tu wcale nie chodzi o Wigilię i dwa dni Bożego Narodzenia. Tylko o to wszystko, co dzieje się dookoła...

Bo, jasne, możesz narzekać, kto Ci zabroni. 
Że znowu było nie tak, 
Twoja rodzina jest taka nudna, 
nic od lat się nie zmienia, 
po raz kolejny "Kevin" w telewizji... 
Udajesz, że podobają Ci się prezenty, 
zmuszają Cię, żeby jechać do ciotki Kryśki, 
która wytarmosi Cię za policzki, 
przy stole jak zwykle będą pytać o plany na przyszłość, 
a Ty nie wiesz nawet, jak spędzisz Sylwestra... 
Za oknem zimno, deszcz i wiatr, 
okropność, 
dlaczego nie może spaść śnieg?! 
Poza tym znowu się obżarłeś, 
już przedtem nie mieściłeś się w drzwiach, 
ale teraz to już naprawdę trzeba będzie poszerzyć futryny, eh. 
Tradycyjnie wszyscy się pokłócili, 
bo każdy miał inny pomysł 
na rozmieszczenie dwunastu potraw na stole. 
Rzygasz już tą komercją, masz wrażenie, 
że zaraz z lodówki wyskoczy George Michael 
i zaśpiewa najbardziej popularną świąteczną piosenkę, 
która nie ma nic wspólnego ze świętami...! 
Lampki, bombki, mandarynki, 
niby wszystko się zgadza, 
ale gdzie ta dziecięca radość
...jak to było "czuć święta"...?


Narzekaj. Nie mam zamiaru Ci zabraniać. Chcę tylko, żebyś pomyślał. Zatrzymał się i zastanowił przez chwilę. Święta to naprawdę bardzo dobry czas na refleksje. Dobry czas na to, aby uświadomić sobie, jak wiele masz. Bo, wyobraź sobie, drogi Przyjacielu...

Kiedy Ty nie możesz już patrzeć na swoją rodzinę, masz ich dosyć, uważasz, że były to "najgorsze święta ever" - ktoś inny spędził ten czas sam, z różnych powodów. Znam dwie dziewczyny, które najpierw straciły mamę, a kilka lat później ciężko zachorował i zmarł ich tata; młodsza chodziła wtedy do gimnazjum, starsza do szkoły średniej. Nie znalazły wsparcia w dziadkach. Poradziły sobie same, nie załamały się i żyją dalej, ale myślę, że oddałyby wszystko co mają, nawet za nudne święta przeplatane kłótniami z rodzicami. Albo żołnierze przebywający na misji. Albo ciężko chorzy w szpitalu, którzy nie mogą wyjść do domu nawet na Wigilię. Sami. Samotni. W święta. Więc BĄDŹ WDZIĘCZNY za swoją rodzinę.

Kiedy Ty dostajesz niechciane prezenty, użalasz się sam nad sobą, że znajomi dostają coś super odjechanego, a Ty czujesz się jak biedak... Albo po prostu już nic Cię nie cieszy, zawsze znajdujesz pod choinką to samo - ktoś inny 366 dni czeka na to, aby ten jeden jedyny raz w roku dostać paczkę słodyczy, parę skarpetek, jedną książkę... Na więcej nie liczy, bo wie, że to dodatkowy wydatek, nadszarpnięcie i tak dziurawego budżetu, więc cieszy się jak mały szczeniaczek, nawet, jeśli mu się nie podoba. Albo wszyscy mają Cię w nosie i nikt nie przejmuje się tym, żeby kupić Ci cokolwiek. Albo rodzina, która uznaje, że nie zasłużyłeś w tym roku, bo ich zawiodłeś, i za karę nic nie dostaniesz, nieważne, że są święta, przyniosłeś im wstyd i koniec. Więc BĄDŹ WDZIĘCZNY za każdy, nawet najmniejszy upominek. I za tego kogoś, kto Cię nim obdarował. 

Kiedy Ty kręcisz już nosem na pierogi, kluski z makiem, karpika, kapustę z grzybami, pierniczki i w sumie to jesteś zły na babcię, mamę i wszystkie ciotki, że tyle tego nagotowały i napiekły, ale z drugiej strony to... ooo, seeeeeeerniczek!... i nienawidzisz siebie, że tyle zeżarłeś...! - komuś innemu muszą wystarczyć trzy (jak dobrze pójdzie) potrawy wigilijne. A ktoś jeszcze inny wcale nie zje wieczerzy, będzie tylko patrzył - zmarznięty, zapłakany, obolały - przez okno czyjegoś domu, wspominając, że przecież on też nie zawsze był bezdomny... Ktoś zapewne umrze też dzisiaj z głodu, w końcu dzień jak co dzień, śmierć nie będzie czekać. Więc BĄDŹ WDZIĘCZNY za każdy kęs świątecznego jedzonka i za ludzi, którzy je przygotowali, niektórzy nie śpiąc przy tym po nocach, byleby dogodzić wszystkim domownikom.

I wiesz, ja nie mówię tylko o świętach. Takich przykładów jest dużo. Mnóstwo. Nieskończenie wiele. Święta to tylko okazja do tego, żeby sobie to uświadomić. Że to wszystko, co masz teraz, na co tak bardzo narzekasz i chciałbyś "czegoś więcej"... To nic pewnego. Pstryczek w nos od naszego kochanego Życia - i w kolejne święta będziesz bez dachu nad głową, bez znienawidzonej rodziny, bez przepełnionego żołądka, bez nietrafionych prezentów... Można? Oczywiście, że można. Życie nie raz pokazywało.

Tak łatwo zapominamy, że to, co mamy teraz, czyni nas prawdziwymi bogaczami. Nie tylko w święta. To, że widzisz, słyszysz, czujesz smak i zapach, możesz się poruszać. To nie jest Ci dane na zawsze i może być zabrane w każdej chwili. Wyobrażasz sobie? Jedziesz sobie rowerem, skręcasz w drogę do swojego domu i wjeżdża w Ciebie samochód, który pojawił się znienacka, chociaż obracałeś się dwa razy, sprawdzałeś, czy nic nie jedzie...! Przeżyłeś. W szpitalu mówią, że do końca życia będziesz sparaliżowany. Bez kontroli nad swoimi kończynami. Raczej nie ma szans na powodzenie rehabilitacji, obrażenia kręgosłupa i nerwów są zbyt poważne. Wózek. I wszystkie Twoje plany... Albo do oka wleciał Ci kawałek szkła, powiedzmy, że podczas gry w piłkę zbiliście szybę i nieszczęśliwie jej odłamki trafiły Ci pod powiekę... och, nie... pod powieki! Starasz się nie ruszać gałkami, ktoś zasłania Ci oczy, koledzy mówią, że wszystko będzie dobrze, bylebyś tylko nie poruszał gałkami, tak łatwo im mówić! Czujesz pieczenie i swędzenie, masz ochotę sam wyciągnąć to szkło, nie możesz już wytrzymać, z oczodołów zaczyna spływać Ci krew... Po zabiegu leżysz przez kilka dni z opatrunkami na oczach, lekarze powiedzieli, że wszystko przebiegło pomyślnie, ale trzeba poczekać, aby ocenić stan uszkodzeń... Ale Ty czujesz, już wiesz, że coś jest nie tak. I kiedy w końcu przychodzi dzień badania... Nie widzisz na jedno oko. Nerwy w drugim są ciężko uszkodzone... 

Czy jest sens wymieniać dalej...? Narzekamy tak często, na tak wiele rzeczy, które w rzeczywistości... po pierwsze: nie mają wielkiego znaczenia, po drugie: wcale nie są takie tragiczne, okropne i najgorsze, na jakie je oceniamy. My, ludzie... Mamy doprawdy niezwykły talent do wyolbrzymiania i tworzenia problemów tam, gdzie ich nie ma. W istocie - lubimy cierpieć. Oj, tak. Jest w nas coś takiego. To taki rodzaj cierpienia, który sprawia chorą przyjemność. Przecież tak łatwo jest ponarzekać, poużalać się, chlipnąć nad sobą. I dać sobie w nagrodę pudełko lodów albo cały dzień w łóżku. A życie to jest do dupy. Wstawię coś płaczliwego na Fejsa. I smutne zdjęcie na Insta. A w święta to już w ogóle jest najgorzej. No niesprawiedliwe. Ja to nigdy nic fajnego nie dostałam, ani od życia, ani na święta...


Dostałaś. Dostałeś.

Coś, czego tak bardzo nie doceniasz, 
a masz to ZA DARMO.

MASZ ŻYCIE.

Bądź za nie wdzięczny.
Nawet, jeśli nie jest 
idealne, łatwe i całkiem różowe.
Ale JEST.

I na kończące się już święta życzę Wam jeszcze...

Zanim zaczniecie znowu narzekać -
UMIEJCIE DOCENIĆ TO, CO JUŻ MACIE,
bo tylko w ten sposób dajecie życiu sygnał, że jesteście gotowi na więcej.

A nawet, jeśli w to nie wierzycie.
Powiedzcie sobie, że
ZAWSZE MOGŁO BYĆ GORZEJ.


Wieśniara

2 komentarze:

  1. Licząc dary losu, Ciebie zawsze liczę podwójnie.
    Mamcia

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteśmy wdzięczni Stwórcy, że Cię mamy.
    Rodzice

    OdpowiedzUsuń

TOP