27 stycznia

nigdy nie było łatwiej, czyli o SPOTKANIACH ŚWIATÓW



Siedzę sobie w piętrowym busie, spoglądając z góry (dosłownie, nie w przenośni) na edynburską codzienność. Przemierzam jeszcze niezatłoczoną główną ulicę - Princes Street, zalaną promieniami przedpołudniowego słońca, które ogrzewa nosy przechodniów, spieszących gdzieś przedlunchową porą w ten styczniowo mroźny (to Szkocja, a więc mroźny to -2 stopnie) dzień.


Przed moimi oczami dochodzi do spotkania światów. Dwie czarnoskóre kobiety spacerują powolnie, zaglądając w kolorowe witryny sklepów. Pewnie wyobrażają sobie siebie w tych wszystkich modnych kreacjach, których nigdy nie będą mieć. Jedna z nich prowadzi wózek z dzieciątkiem. Z naprzeciwka nadchodzi młoda Azjatka, wyróżniająca się musztardową czapką. Wygląda, jakby się za kimś rozglądała. To prawdopodobnie studentka. Postacie migają mi przed oczami, pochylam się, by uwiecznić je na papierze, dzięki czemu staną się częścią mojego życia już na zawsze, zupełnie, jakbyśmy byli dobrymi znajomymi... W tym czasie bus X15 znacząco opustoszał, minęłam wyryte w niemal bezchmurnym, blado błękitnym niebie Arthur's Seat, nad którego zacienionymi konturami roztoczyła się wspaniała świetlista aureola, i wkroczyłam na jedną z moich ulubionych tras, prowadzących w stronę morza... Po chwili stwierdzam, że nie, jednak nie, nigdy wcześniej akurat tędy nie jechałam. A wracając do tych spotkań światów...
Kilkanaście minut temu, na przystanku, rozpoznałam w jednym z kierowców przy(stojnego)jaznego Polaka, który wiózł ostatnio mnie i Aśkę z lotniska na Haymarket. Miałam wątpliwości, czy to faktycznie on - przedtem prowadził bowiem niebieską luksusową setkę, a teraz zwykłego czerwonego piętrowca, ale, daję słowo, wydawało mi się, że się do mnie uśmiechnął... Dużo jest tu Polaków. Wczoraj słyszałam za sobą dwie rozmawiające po polsku kobiety, z których dyskusji wynikało, że są tu ich całe polskie rodziny i polscy znajomi. Potem w LIDLu na kasie obsługiwała mnie Polka, czego nie byłam świadoma, dopóki nie podszedł do niej kolega, inny pracownik, zadając pytanie: "Kiedy przeprowadzka?" Uśmiechnęłam się i na odchodnym powiedziałam: "Dziękuję, do widzenia". W naszym bloku mieszka dziewczyna o nazwisku Dzięcioł. W restauracji, gdzie pracuję, szefem kuchni jest Bartek z okolic Zielonej Góry. A poza tym pracuje tam Czeszka, Grek, no i, żeby nie było, Szkot i Szkotka. Nasz znajomy z rodzinnego miasta w Polsce, Hubert, studiuje w Glasgow (razem z jeszcze innym kolegą, Błażejem), ale mieszka w Edynburgu ze swoją partnerką z Hiszpanii. No prawie jak w domu!
Przemierzając kolejne ulice Edynburga, nie mogłabym nie nadmienić... Szczerze mówiąc, nie muszę nigdzie daleko wychodzić. Sklep na rogu mojej ulicy prowadzony jest przez Hindusów... (a teraz po lewej mijam morze... zatapiam w nim swoje oczy... swoją drogą, jak niezwykłym miejscem jest Edynburg, ulokowany pomiędzy Morzem Północnym a pasmem Pentlandów, nie wspominając już o wyrastających w środku miasta w Holyrood Park wzgórzu Arthur's Seat i klifach... ) ... którzy tak są zafascynowani oglądaniem lecących ciągiem wielogodzinnych programów Bollywood, że nie mają czasu na zdjęcie z półki przeterminowanego od tygodnia mleka. Tak, myślę, że najwięcej jest tutaj Hindusów. I Arabów.
Ach, zapomniałam wspomnieć o mojej poprzedniej pracy, w fabryce czekolady. Byron z RPA, Mahala-na-pewno-nie-Szkotka, tak samo jak Anastasia. I Tanja - z urodzenia Ukrainka, mieszkająca na stałe w USA, a teraz, na kilka miesięcy przed powrotem do domu, przeprowadziła się do Glasgow. Jerzy z Poznania, mój równolatek, który zaczął w tym roku studia na jednym w tutejszych uniwersytetów (by the way, dziewczyna Jerzego studiuje w Londynie, jakby ktoś pytał). No i jeszcze Jessica, Francuzka wyznania żydowskiego. Ojciec - Włoch, matka z korzeniami argentyńskimi, brat mieszka w Izraelu. Sama Jessica natomiast niedługo wraca do Francji, ale tylko na kilka lat, bo potem planuje przeprowadzkę do Stanów. No wiecie, takie tam, zwyczajne życie.


Jeśli jeszcze Wam mało takich opowieści, słuchajcie dalej, ale ostrzegam, teraz na pewno zakręci się Wam w głowach. Poznajcie Mateusza i Michała, moich kuzynów!

Mati - niemal dwa metry wzrostu, stąd też zwany przez niektórych Długim, typ ekstrawertyka. Wyleciał do Szkocji zaraz po swojej maturze. Zaczynał jako kelner w hotelu w Peebles, uroczym miasteczku oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów od Edynburga. Przez lata piął się coraz wyżej, zmieniał miejsca pracy, w końcu otrzymał dofinansowanie i poszedł na studia. Za wysokie wyniki  w nauce dostał ofertę wyjazdu na półroczne stypendium do Stanów. Szansę oczywiście wykorzystał, a przy okazji poznał o pół metra niższą od niego Allison... I tak oto teraz, po ponad dziesięciu latach emigracji, siedzi w pięknym domu (willi?) w Kentucky, oczekując ze swoją żoną-Amerykanką (dla dociekliwych: z indiańskimi korzeniami) przyjścia na świat ich pierwszego (międzynarodowego) dziecka. A co z pracą? Apple Inc. Pozamiatane. Król życia. Brzmi jak amerykański sen z hollywodzkich filmów z happy endem, co?

...Michał natomiast... hm, można powiedzieć, pozostając w onirycznym klimacie... śni o sushi. Dobra, może nie całkiem, bo to jednak Singapur. Ta-ak, SINGAPUR. A więc Michał - ach, pominęłam istotny fakt, że Mati i Misiu to bracia! - przyleciał po kilku latach do starszego brata i... w gruncie rzeczy historia wygląda bardzo podobnie, z tą różnicą, że Michał poszedł do collegu muzycznego i wcale nie musiał nigdzie wylatywać, aby znaleźć swoją wybrankę, bo poznał ją... w Internecie. Na stronie miłośników Edynburga. Czyż to nie jest romantyczne?! Alice przyleciała do niego w odwiedziny i najwyraźniej nie zniechęcił jej fakt, że Michał zapomniał odebrać ją z lotniska, bo wkrótce wprowadziła się do niego na dłużej, kończąc w Edynburgu swoje studia. Rok temu przeprowadzili się jednak do Singapuru, aktualnie mieszkają z rodzicami Alice, ale podejrzewam, że po planowanym na przyszły rok ślubie, znajdą coś dla siebie. W każdym razie, do Szkocji raczej na pewno nie wrócą. Michał podobno odnalazł swoje miejsce na ziemi. No i pracę, która realizuje jednocześnie jego największą pasję - muzykę.

No i jest jeszcze trzeci, najmłodszy brat: Tomasz, mój współlokator. Historia Tomka jest jeszcze niezapisana i przebiegnie zapewnie zgoła inaczej, bo on znalazł już swoją połówkę, z którą przybył tu, by rozpocząć samodzielne życie... Jednak jestem pewna, że kiedyś dane mi będzie uzupełnić ten wpis kilkoma zdaniami o nich... :)

Wiecie, o co mi chodzi? To nie jest tak, że takie historie zdarzają się wszystkim innym, tylko nie nam. I że ktoś miał "szczęście", "farta", "to było mu przeznaczone", ale "mi nigdy się nie uda". To TY kształtujesz swoje życie. Nie podoba Ci się w Polsce? Wyjedź, choćby na kilka miesięcy. To naprawdę nic trudnego. Owszem, musisz mieć coś na start, to oczywiste. Ale zamieszkanie i znalezienie pracy w innym kraju nigdy przedtem nie było tak łatwe! Mamy tyle możliwości, tyle dróg do wyboru! Próbuj. Może to będzie właśnie to. A jeśli nie, i tak niczego nie tracisz. Nawet, jeśli nie przywieziesz ze sobą żadnych oszczędności - bo najbardziej wartościową, bezcenną wręcz walutą jest doświadczenie. To będzie najlepsza lekcja życia, zapewniam Cię. Jak nie do pracy - to może chociaż wymiana na studiach. Próbuj. Możesz tylko zyskać. Szukaj swojego miejsca. Smakuj. Ucz się. Odkrywaj prawdę o sobie. Zobacz, jak to wygląda gdzie indziej. Spełniaj marzenia. To TY decydujesz. Chciałabym tylko, abyś pamiętał o pewnej bardzo istotnej rzeczy...


Możesz się ze mną nie zgodzić, ale ja wierzę w Przeznaczenie. Mam nadzieję, że zrozumiesz mnie dobrze. Tak, to TY kształtujesz swoje życie, podejmujesz decyzje, swoimi czynami doprowadzasz do ich ziszczenia, to TY wybierasz... ale musisz wiedzieć, a przynajmniej takie jest moje zdanie, że... jeśli nie potrafisz być szczęśliwy TU I TERAZ, nie odnajdziesz spełnienia nigdzie indziej. Jeśli nie potrafisz zawalczyć o siebie TU I TERAZ, nigdzie indziej nie będzie łatwiej. Jeśli wciąż czekasz na to, aż coś się wydarzy, aż będziesz bogaty, szanowany, chociaż trochę sławny, to gorzko się rozczarujesz, bo ani pieniądze ani popularność nie okażą się wybawieniem od problemów, które nosisz w sobie TU I TERAZ. Jeśli nie potrafisz realizować swoich postanowień oraz spełniać marzeń TU I TERAZ, zawsze i wszędzie będzie Cię spotykał ten sam zawód. Jeśli uważasz, że gdzieś indziej trawa jest bardziej zielona, a w pierwszym lepszym sklepie sprzedają cuda na sztuki - mylisz się, bo w rzeczywistości wszędzie, gdziekolwiek nie spojrzysz, będzie tak jak TU I TERAZ. Jeśli nie doceniasz tego i tych, których masz TU I TERAZ, nie pozbędziesz się poczucia pustki. Bo od siebie nie ma ucieczki. I jeszcze jedno. Nie jestem pewna, czy wiesz, co znaczy, że JESTEŚMY TYLKO LUDŹMI. Mamy swoje wymysły, widzimisię, stworzone przez egotyczne umysły wizje... kłamstwa, w które wierzymy, bo tak jest nam łatwiej... i często, zbyt często zapominamy, że nasze plany czy marzenia... uwaga, bo będzie bolało... no, nie wiemy, czy tak naprawdę to będzie dla nas dobre i przyniesie nam szczęście. Chcemy tak myśleć. Więc trzymamy się tego jak wariaci i upieramy się wierzyć w swoje wyobrażenia o naszym "idealnym życiu", bo przecież... co się stanie, jeśli je stracimy...? Nawet, jeśli są fałszywe, ale są NASZE. Wiem, co mówię. To jest dokładnie moja historia. Podążać za czymś przez kilka lat, rozmyślać o tym każdego dnia, poświęcić temu długie godziny... i panikować na samą myśl o tym, że coś może nie wyjść... 

Mój Przyjacielu. Kiedy przyznasz sam przed sobą, że nie wszystko, czego pragniesz, musi być dla Ciebie najlepsze i z pewnością Twoja wizja przyszłości nie jest tą jedyną słuszną... To będzie TEN moment. Będziesz wiedział, o czym mówię. Tymczasem... Pamiętaj.

Świat stoi przed Tobą otworem!
Nie ma rzeczy niemożliwych.
Nie bój się próbować, zmieniać zdanie i popełniać błędów.
Dobrze czy nie, ale nie istnieje wzór na szczęście :)))

...więc ruszaj. 
Tam czy siam, w te i we w te... 
Idź. Idź i wracaj lub zostawaj.
W końcu wszyscy jesteśmy w ciągłej drodze.
Drodze do Szczęścia.

Decyduj mądrze.
W zgodzie ze sobą.
Bo przecież... oprócz Ciebie, nikt inny nie wie.

A jeśli i Ty jeszcze nie wiesz...

Nie martw się.
Przyjdzie czas.
Nie musisz wiedzieć tu i teraz.

Na tu i teraz wystarczy, że się uśmiechniesz.
Do siebie, świata i innych :)


wieśniarA

1 komentarz:

TOP