16 stycznia

nowy rok, nowa ja - jak być szczęśliwym - ZEPNIJ TYŁEK I ZAPIEPRZAJ



Połowa miesiąca za nami. To wystarczająco dużo czasu, aby złamać wszystkie swoje postanowienia noworoczne. Wszyscy znamy to z autopsji. No, wiecie. 

Ten jeden raz. 
Jutro zacznę od nowa. 
Malutki wyjąteczek. 
Wrócę do tego od następnego poniedziałku. 
Jeszcze nie dzisiaj.
Mam jeszcze dużo czasu, cały rok.
A właściwie to czemu 
mam sobie tego zabraniać/
zmuszać się do tego?
Tak mało mam w życiu przyjemności!
To nie jest lenistwo, tylko... tylko...

Dobra, a właśnie, że mi się nie chce, o! W końcu to ja decyduję, no nie? Przed nikim nie odpowiadam! Eeeeeh! Pieprzyć te wszystkie zasady, nakazy, zakazy, postanowienia...! Nie mam czasu na coś takiego. Łatwo jest mówić tym, którzy nie mają tylu obowiązków. Jak ja mogę mówić o regularności, skoro tu szkoła, tu praca, tu dom, tu to, tam tamto, wszystko na mojej głowie... I widzicie, to jednak wcale nie jest tak, że mi się nie chce. Po prostu nie mam czasu, tak? No. Niestety, życie to nie bajka. Zarabiać trzeba, posprzątać, ugotować dla rodziny, przeczytać i napisać coś do szkoły, samo się nie zrobi, cudów nie ma. A po tym wszystkim to już siły nie ma, odpoczynek też się człowiekowi należy po całym dniu, prawda? Bądźmy poważni. Spójrzmy realnie. Nawet, gdybym chciała, to...

A Ty? 
Jaką wymówkę znajdziesz dziś? Czym się zasłonisz? Jak będziesz chciał usprawiedliwić swoje lenistwo? Zamazać fakt, że, co tu dużo mówić, użalasz się nad sobą?

Ależ, po co to oburzenie? Ja nie oskarżam. Nie jestem od wydawania osądów, nie daję sobie do tego prawa, bo nie znam Twojej historii i aktualnej sytuacji życiowej. I nie chcę, żebyś mi odpowiadał. Masz to powiedzieć nikomu innemu, jak SOBIE. Szczerze do bólu, do nagości.

Czy to, że łamiesz swoje postanowienia... 
rezygnujesz z dążeń do spełnienia marzeń... 
odpuszczasz sobie sięgnięcie po długoterminowe cele...

...wynika ze świadomej decyzji - bo tak postanowiłeś, zdajesz sobie sprawę z konsekwencji, bierzesz za to pełną odpowiedzialną, nie masz do siebie żalu, nie gryzą Cię wyrzuty sumienia, po prostu: takiego wyboru dokonałeś...

...czy też raczej z... LENISTWA, bo ciepły kocyczek, wygodne łózio i ukochany film po raz dziesiąty, aaaaaach...!   I przecież to strach wystawić czubek nosa poza ten usypiajaco-kojący raj - czubek nosa, a co dopiero inne części ciała, toż to można szoku termicznego doznać, a potem jeszcze się rozruszać, no i tak jakoś, hm, nie po drodze, może od jutra, ale dzisiaj jeszcze poleżymy... posiedzimy... popatrzymy... zamkniemy oczka... i umrzemy...

... albo z... POBŁAŻANIA I UŻALANIA SIĘ... no bo ja to taki biedny jestem, biedny bidulinek najbiedniejszy w ogóle na świecie, a przynajmniej w okolicy, och, taki zapracowany, zarzucony nauką, ach, przemęczony, tyle dzisiaj już zrobiłem, ech, już nie mogę nic więcej, ojojoj...

... a może ze STRACHU...?... o to, co powiedzą, pomyślą, napiszą, o to, co będzie, albo czego nie będzie, o to, że się nie uda, albo że się uda, ale niedostatecznie... ze strachu o to, że trzeba będzie wysunąć pyszczek ze swojej bezpiecznej nory i ruszyć w nieznane...

Nie wiem i nie chcę zgadywać. Powiem Ci jednak jedno - jeśli słyszysz gdzieś z tyłu głowy drażniący cichutki głosik, który tak bardzo próbujesz wyprzeć, to... nie, wcale nie musisz mieć schizofrenii... po prostu siebie nie oszukasz. Bo wiesz, tu zawsze chodzi o Ciebie. To zaczyna się w Tobie, przez Ciebie przebiega i w Tobie się kończy. To ty musisz zadecydować, zacząć, zainicjować działanie, utrzymać je i doprowadzić do punktu ostatecznego. To zawsze jesteś Ty. Nikt inny. Tak, racja, "to Twój wybór" i "przed nikim nie odpowiadasz". Ale nie oznacza to, że zasady składania obietnic i dotrzymywania słowa się zmieniają. Nie okłamuj samego siebie. Przyznaj się. Kiedy po raz kolejny... machasz ręką na trening... zjadasz o jeden kawałek ciasta za dużo... przekładasz napisanie nowego rozdziału książki w nieskończoność... ciągle zwlekasz z rozpoczęciem nauki języka obcego... A TUTAJ WPISZ SWÓJ PRZYKŁAD... jednym słowem: zamiast dzień po dniu dobudowywać o jeden stopień więcej w swojej drabinie do gwiazd, Ty kopiesz dołki pod samym sobą... Czujesz to, prawda? Jest takie włochate zwierzątko. Bardzo potulne i przyjazne, jeśli żyjesz z nim w zgodzie, ale większość z nas zna jego mroczniejszą stronę... Oj, lubi wyszczerzyć ząbki i poszarpać nas od środka... Znasz je? SUMIENIE. Możesz wciskać kit innym ludziom, jak mawiał doktor House, "everybody lies" - czasem nawet trzeba, dla dobra ludzkości. Ale kiedy okłamujesz sam siebie... Wierz mi lub nie, Przyjacielu. Nic dobrego z tego nie wyniknie.

Rozumiesz? Tak łatwo jest szukać wymówek. Że zmęczenie, brak czasu i przynajmniej setka innych rzeczy, które zapewne są prawdziwe i rzeczywiście mogą Cię usprawiedliwiać. Bo ja nie zaprzeczam temu, że dużo pracujesz, że dzisiaj miałeś ciężki dzień, że w domu też musisz o kogoś zadbać i tak dalej... Tak, wierzę Ci. Wierzę, że Twoje życie nie jest łatwe, bez wątpienia nie nudzisz się, pierdząc w stołek, masz za to mnóstwo obowiązków. Chwała Ci za to, że to wszystko ogarniasz. I przepraszam Cię, że najpierw tak się głaszczę, a teraz chcę dać Ci plaskacza w policzek, ale... No właśnie: ALE. To jest to, o czym tutaj piszę. NIC NIE MUSISZ. Ty tylko możesz. Więc jeśli naprawdę chcesz coś zrobić, szalenie Ci na tym zależy, czujesz, że to Cię nawołuje, jest to Twoje największe marzenie - zrób to. Nie jęcz, że ... (miejsce na Twoją jękliwą wymówkę). Przecież nikt nie obiecywał, że będzie łatwo (a jeśli obiecywał, a Ty uwierzyłeś... no... oj, ty mój głuptasku!). Nie ma być łatwo. Masz się namęczyć. Masz to docenić. Masz pokazać, że Ci zależy. To znaczy, oczywiście, NIC NIE MUSISZ, no nie? Ty masz sam z siebie CHCIEĆ, a wtedy zapomnisz o myśleniu w kategoriach wyrzeczeń, poświęceń i wysiłku. Wtedy będziesz to robił, tak jak myjesz zęby, bo stanie się to nawykiem. Jeśli tylko CHCESZ.

Fajnie jest mieć wybór. Wiedzieć, że mogę. I TY TEŻ MOŻESZ.

Piszę ten post również, a może przede wszystkim, dla siebie. Bo żyłam na te dwa skrajnie różne sposoby. Potrafiłam wpaść w szaleńczy wir działania, wstawać o 5 rano, żeby nie tracić czasu, codziennie zrobić zestaw ćwiczeń z Chodakowską, poświęcić godzinę na trening wokalny, przygotować sobie śniadanie i obiad na następny dzień do szkoły, napisać przynajmniej jeden wiersz wieczorem i jeszcze wzorowo odrobić wszystkie zadania i pouczyć się do matury. A z drugiej strony - byłam i jestem w stanie zapaść w taką hibernację, że nie robię dosłownie NIC, mogę leżeć i kursować na drodze łóżko - łazienka - lodówka. No i ostatnio... jakoś tak... zdziadziałam... zdrewniałam... i zgrubłam! od tego nic-nie-robienia, od tej mojej łagodności, od dawania sobie czasu i głaskania się po główce, bo przecież wystarczy, że jestem dobrym człowiekiem... Owszem. Daj sobie tyle czasu, ile potrzebujesz. Ułóż sobie hierarchię wartości. Bądź dobrym człowiekiem. Wybacz sobie to, co było, a może raczej: to, czego nie było, bo Ci się nie chciało, bo z tego zrezygnowałeś, bo...

Ale może czas przestać nabijać się z hasła "nowy rok - nowa ja". Może właśnie, dla odmiany, w tym roku... BĄDŹMY SZCZĘŚLIWI. Ba, POZWÓLMY SOBIE być szczęśliwymi. Cały czas powtarzam, że szczęście nie zależy od czynników zewnętrznych i trzeba je odnaleźć w sobie, ale chyba wszyscy zgodzimy się z tym, że jeśli jesteś w miejscu, które lubisz, zajmujesz się rzeczami, które są spełnieniem Twoich marzeń, rozwijasz swoją pasję, robisz to, co sprawia Ci przyjemność i nareszcie czujesz, że Twoje życie ma sens...! Chcesz być w tym roku szczęśliwy? To ZEPNIJ TYŁEK I ZAPIEPRZAJ. Nie każę Ci się poświęcać, rezygnować z czegokolwiek, nie oczekuję wyrzeczeń. Te słowa nie istnieją, kiedy mówimy o szczęściu. To Ty decydujesz. Znajdź codziennie chociaż... PÓŁ GODZINY. Zmotywuj się i przez te trzydzieści minut skup się tylko i wyłącznie na tej jednej jedynej rzeczy, którą chcesz w tym roku osiągnąć. Jeśli uda Ci się robić to dłużej, świetnie. Ale ZACZNIJ. I nie, nie od jutra. Przecież wszyscy bardzo dobrze wiemy, że JUTRO NIE UMIERA NIGDY. Zawsze jest jakieś jutro. Ty masz zacząć dzisiaj.

Bo przecież chcesz być szczęśliwy nie jutro, a dzisiaj, prawda?

Określ swoje cele.
Bądź cierpliwy.
Pracuj wytrwale i systematycznie.
Próbuj różnych metod.
Walcz CODZIENNIE.
Znajdź czas na odpoczynek ;-)
Daj sobie wsparcie!

Nikt inny nie zadba o Twoje marzenia i szczęście. Jesteś odpowiedzialny sam przed sobą.

Podejmij decyzję - oczywiście, jeśli chcesz coś zmienić. I trzymaj się jej. Nie pytaj, czy Ci się chce, czy masz ochotę, siłę albo nastrój. Czy teraz jest odpowiednia pora. Bo odpowiedź prawie zawsze będzie negatywna, naturalnie ;-) Nie pytaj, bo jesteśmy z natury leniwi i wiadomo, jak to się skończy. Nie pytaj. RÓB. Bo robisz to dla siebie.

Mój Drogi, samo się nie zrobi. Wiesz, dlaczego ludzie wielcy są wielcy? Bo spięli tyłki albo dostali firmę po tatusiu. Nie użalali się nad sobą. Chciało się czy się nie chciało, mieli lenia czy nie - zapieprzali. Czy to znaczy, że są od Ciebie lepsi? Ależ nie, nie o to chodzi. Oni po prostu stwierdzili, że chcą osiągnąć postawiony samemu sobie cel. Ty przecież nie musisz chcieć tego samego, no nie?

Może wolisz wygodny fotel, seriale, dolce far niente, życie z dnia na dzień. Jeśli jest to decyzja świadoma - proszę bardzo. Ale jeśli znowu okłamujesz samego siebie... STRZEŻ SIĘ. Sumienia bywają upiornie krwiożercze.

...jakiekolwiek wizje snujesz w głowie przed zaśnięciem, mój Przyjacielu-Marzycielu... ja wierzę w nie bezgranicznie. Wierzę, że możesz być człowiekiem ze swoich najskrytszych snów. Uda Ci się wszystko, co planujesz, nie wątpię w to. I wtedy nie będziesz pytał już, jak to jest być szczęśliwym...!

... tylko... no wiesz. Z tego, co wiem, to dłuuuuuuuuuuuga podróż przed Tobą. Przed nami, bo w końcu wszyscy jesteśmy W DRODZE. Prądy mogą być niesprzyjające, fale niespokojne, szlaki kręte, a pogoda paskudna, oj tak...

Nie wiem jak Wy - ja jednak mam dosyć czekania.

Dlatego spinam tyłek i zapieprzam. 
Bo chcę być szczęśliwa.
"Nowy rok - nowa ja" - może w końcu się uda...?


wieśniara

1 komentarz:

TOP