22 stycznia

o tym, co by było, gdyby WOŚP zagrała na San Escobar


Na San Escobar od rana panuje zamieszanie.

To będzie wyjątkowy, wręcz historyczny dzień.

Mieszkańcy przyjmują delegacje przybywające z Polski, inni kończą stawianie drewnianej sceny, a pozostali plotą girlandy z czerwonych kwiatów, które układają w kształt serduszek. Słońce praży i tak rozgrzane już od tańca hula ciała. Nawet pan prezes zaczyna kręcić bioderkami, co prawda jeszcze się opiera, ale minister Waszczykowski już wciąga go do koła, aby bratać się z naszymi największymi sojusznikami, sanescobarczykami. W oddali słychać zachrypnięty już głos Owsiaka, który tym razem musi radzić sobie bez mikrofonu. Przeprowadza próbną licytację spinek do mankietów koszuli podarowanych przez prezydenta Polski, na widok których mieszkańcom San Escobar świecą się oczy.


Do wystartowania kolejnego finału Wielkiej Orkiestry zostały dosłownie minuty. Jerzy i Jarosław (topless, bo nadal w spódnicy hula) stoją razem na scenie i, wachlowani rozłożystymi liśćmi palmy przez Antosia, rozpoczynają odliczanie...

TRZY... DWA... JEDEN...

I nagle budzimy się tydzień po faktycznym finale WOŚP.
W Polsce nadal podzielonej.
Polsce zamieszkanej przez Polaków i polaków.

Od polityki to ja się trzymam z daleka. Pewnie świadczy to o mojej ignorancji czy coś w tym guście, ale ja po prostu nie rozumiem języka nienawiści i jakoś nic nie wskazuje na to, abym kiedykolwiek miała się go nauczyć. Moja mowa to mowa Miłości, a taka płynie prosto z czerwonego WOŚP-owskiego serducha. Popierać WOŚP to nie znaczy brać narkotyki, uprawiać orgie, nie wierzyć w Boga, być rozwiązłym hippisem, anarchistą, nie szanować kraju czy tradycji. A tak to chyba sobie co poniektórzy (a może raczej PiSniektórzy) wyobrażają. Łyse głowy, gołe biusty, pentagramy wytatuowane na czołach i cała Owsiakowa armia podobnych antychrystów i recydywistów prosto z Woodstocku, nielegalnie zorganizowanego, rzecz jasna, za pieniądze zebrane w styczniu do puszek. Inna część poszła na całą ciężarówkę marihuany, jako prezent od Jurasa dla uczestników, którym przez to miesza się w głowie i zostają homoseksualistami, wegetarianami albo rowerzystami, a za resztę Owsiak kupił sobie złotą figurę Buddy. I zapewne dlatego właśnie TVPis usunęło serduszko WOŚP, które poseł PO, Arkadiusz Myrcha, miał przyklejone do kurtki podczas wywiadu dla oddziału telewizji w Bydgoszczy. A może raczej dlatego, że istnieją ludzie, którzy tak bardzo weszli w role społeczne, tak mocno uwierzyli w to, że trzeba bronić swoich racji, bo na tym przecież polega polityka i generalnie prowadzenie większości dyskusji - nie na określeniu prawdy, lecz na daniu się pokroić za posiadanie ostatniego, choćby i błędnego, ale zawsze, słowa - że zapomnieli o byciu ludźmi...? Bo jeśli chodzi o szczytny cel, możliwość niesienia pomocy potrzebującym, to jak można nadal się dzielić, oddzielać, oddalać? Jak?! I nie mówię tylko o przypadku, w którym hejtowana i negowana jest WOŚP. To działa w drugą stronę. Masz w sobie dokładnie tyle samo nienawiści, jeśli obrażasz organizacje kościelne, takie jak Caritas. Albo wyśmiewasz się z prezydenta, że przekazał na licytację WOŚP te śmieszne spinki, robiąc to wyłącznie dla poprawności politycznej, bo przecież jest z wrogiego obozu. Zastanawiam się, jak można spojrzeć potem w twarz, przerażoną twarz dziecka, wychudłą twarz starca, wykończoną, schorowaną twarz kogokolwiek - i powiedzieć mu, że gardzisz nim, bo ważniejsze są dla Ciebie religia, polityka, filozofia. Bo atakując jakąkolwiek organizację charytatywną, celujesz nie w jej przedstawicieli, lecz w podopiecznych.

To wykracza poza spór o WOŚP, akcje charytatywne i zachowania polskich polityków. NIENAWIŚĆ nie potrzebuje wyszukanych argumentów. Czasem wystarczy, że to, jaki ktoś jest, jest niezgodne z naszymi poglądami, bo przecież my i tylko my wiemy najlepiej. Bo mamy RACJĘ. Racja - żałosny wymysł ludzki. Tak jesteśmy nią zaślepieni, że przysłania nam ona drugiego człowieka. A przecież każdy mógłby mieć swoje przekonania, ideały, być wierny swoim poglądom, no czemu nie. Ale jeśli zaczyna się narzucać, czy wręcz wymagać od innych, żeby przejmowali nasz światopogląd, który uważamy za jedyny słuszny... Owszem, jedyny dla nas - no właśnie, dla NAS. No a wyobraźcie sobie, że na naszej planecie istnieje siedem miliardów takich człowieczków i każdy ma ten jedyny słuszny światopogląd. Ale jaja, co? No i co teraz? Pozabijać się nawzajem, bo przecież TO JA MUSZĘ MIEĆ RACJĘ, TO JA WYPOWIEM OSTATNIE SŁOWO???!

Wydaje mi się żałośnie zabawnym, że w XXI wieku trzeba jeszcze prawić morały o tym, że drugi człowiek może mieć swoje zdanie... że nie musimy się z nim zgadzać... nie musimy nawet próbować go zrozumieć... ale bez względu na to, co wyznaje, należy mu się szacunek. Powód? Jest ich mnóstwo, ale wystarczy jeden. BO JEST CZŁOWIEKIEM. Tak jak ja, ty, on, ona, ono. Bo chociaż się różnimy, jesteśmy tacy sami. A kiedy zaczynamy się dzielić, kiedy ważniejsze od faktu bycia ludźmi stają się dla nas role, które odrywamy - politycy, społecznicy, wyznawcy religii, obywatele państwa... Nie trzeba mówić, przecież widzicie, co się teraz dzieje. I jeśli można mówić o winie, to leży ona niemal po każdej ze stron. Nawet jeśli nienawidzisz "ciemnej strony mocy"... To nadal jest nienawiść. I widzisz, tak działa każda wojna, fizyczna, czy mentalna, na noże czy słowa. Sprawia, że ludzie stojący po "dobrej stronie" zaczynają myśleć tak samo, jak ich antagoniści - zaczynają nienawidzić. Koło się zatacza. I nie przestanie się obracać, dopóki będziemy je napędzać... No właśnie, czym? Czym jest ta nienawiść?

Strachem...? Przed tym, co nieznane? ...bo jest różny od nas, nie tego uczyli nas w domu? Może przeraża nas to, że nie jesteśmy w stanie zrozumieć drugiego człowieka, nie wiemy, co nim kieruje, jak wartości, które dla nas są zupełnie nieistotne, dla niego stały się sensem istnienia?
A skoro tak, to, idąc dalej... Może rodzi się w nas potrzeba kontroli tej inności...? Chora żądza kontroli wszystkiego i wszystkich, bo przecież, jak zwykle, to my wiemy najlepiej, tylko nasza droga jest słuszna...

Najlepszym komentarzem oddającym bezsens sporu na linii koalicji PiS+Kościół vs. WOŚP, oraz bezsens konfliktów na tle poglądowym w ogóle, jest grafika Andrzeja Milewskiego (serdecznie zapraszam na jego fejsbukowy profil: https://www.facebook.com/AndrzejMilewskiRysuje/?fref=ts):



I tyle w temacie.

Miejmy poglądy.
Wyznawajmy religie.
Wierzmy w swoje ideały.
Pielęgnujmy ważne dla nas wartości.
Kochajmy swój kraj.
Opowiadajmy się za wybranym światopoglądem.

Ale, przede wszystkim...

NIE ZAPOMINAJMY, ŻE JESTEŚMY LUDŹMI.
RÓŻNORODNĄ JEDNOŚCIĄ.

I, choćby ze względu na to, że kontakt z innymi jest nieunikniony... ;-)
Może warto spróbować inaczej. Bo historia - która niestety nie jest nauczycielką życia - przez te wszystkie zaplamione krwią wieki zdążyła nam udowodnić wystarczająco dobitnie, że oddanie władzy w łapska nienawiści nie przynosi nic dobrego...

...i może w końcu, pewnej styczniowej niedzieli...

...na San Escobar, podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, staną nie Jurek Owsiak, Jarosław Kaczyński, wszystkie Trumpy i Putiny... islamiści, chrześcijanie, ateiści... homo i hetero... Polacy, Niemcy, Rosjanie... staną nie oni...

STANĄ LUDZIE. 

I zagrają nie przeciwko sobie.
Zagrają z Miłością.
Zagrają dla innych Ludzi.

Może.
Kiedyś.

Naiwnie, ale wierzę.

Nienawiść musi się nam w końcu znudzić.
Musi... prawda...?


wieŚniara


grafika: http://www.polskatimes.pl/quiz/2918,quiz_wiedzy_o_san_escobar,q,t.html

1 komentarz:

  1. Jula, jesteś mistrzynią słowa!!!! Juras Owsiak byłby z Ciebie dumny!!! Moja ty WOLONTARIUSZKO :))))

    OdpowiedzUsuń

TOP